Skip to content

W Co Gramy: Bang! The Dice Game

Sierpień 6, 2014

2014-08-06 12.58.59Bang! był jedną z pierwszych gier jakie recenzowałem, więc, z sentymentu do tej gry, po długiej przerwie wracam z recenzją Bang! The Dice Game.

Powinienem wspomnieć o tym od razu: Bang! jest jedną z moich ulubionych gier. Jako gra imprezowa – luźna, losowa, zabawna – sprawdza się znakomicie. Powinienem o tym wspomnieć, ponieważ tym krytyczniej podchodziłem do gry Bang! The Dice Game. A w końcu tradycja wydawania tragicznych  gier kościanych, bazujących na znanych tytułach, jest iście bogata. Jak więc rzeczy się mają z kościanym Bangiem?

Przede wszystkim: jest znakomicie wydany. Od pudełka począwszy, aż po najdrobniejszy żeton, gra prezentuje się świetnie. Po drugie: gra, jak większość takich kościanych przeróbek, bazuje na mechanice zbliżonej do Yahtzee – rzucamy kośćmi, mamy dwa przerzuty, ostateczny wynik pozwala nam na wykonanie różnych akcji. Ale – jest tu jakby odrobinę więcej niż w takiej typowej przeróbce. Nie ma dramatu takiego jak w przypadku kościanych Osadników z Catanu. Bogu dzięki. Więc idziemy dalej.

2014-08-06 13.01.15

Zaczynamy rozgrywkę i od razu miłe zaskoczenie – podobnie jak w klasycznym Bangu, mamy tu i karty ról i karty postaci. Czyli tego elementu oszczędności w mechanice nie objęły. Bardzo dobrze. Karty ról informują nas jakie jest nasze zadanie w grze – pozbyć się bandytów, zabić szeryfa, pozostać ostatnim graczem na placu boju – klasycznie. Bangowo. Dobrze. Karty postaci informują nas natomiast kim jesteśmy – jak nazywa się nasza postać, jakie ma specjalne zdolności. Te karty wszyscy graczy trzymają odkryte. Karty ról są tajne – i dodają do gry element blefu.

W swojej turze gracz turla pięcioma kostkami, może je przerzucać – do dwóch razy – a ostatni wynik decyduje o tym, co w swojej turze zrobi. Doda sobie punkt życia, strzeli do innego gracza,  może padnie ofiarą ataku Indian, a może pojedzie po innych graczach serią z gatlinga. Jak podobieństwa i różnice względem oryginału? Ścianka „piwko” działa jak karta „piwko” – dodaje punkt życia. Nam, albo innemu graczowi, to nowość. Całkiem fajna. Gatling pozwala zadać obrażenia innym graczom, ale tylko jeśli wyrzucimy gatlinga na trzech kościach. Element push your luck – kurde, też fajny! Dynamit – kości z tym wynikiem nie możemy przerzucić, a jeśli uzyskami trzeci dynamit, kończymy turę i tracimy punkt życia. Już nie ma podrzucania sobie nawzajem dynamitu jak gorącego ziemniaka, ale w sumie – działa. Każda wyrzucona strzała Indian każe nam dobrać znacznik strzały, a kiedy znaczniki w puli się skończą – każdy gracz otrzymuje tyle obrażeń ile znaczników tych posiadał, a następnie wszystkie wracają do puli. Niezłe. I wreszcie strzał – występuje w dwóch wersjach: jedynka i dwójka. Jedynka pozwala nam strzelić do gracza siedzącego po naszej lewej lub prawej, dwójka – dwa miejsca na lewo lub na prawo. Nie bliżej, to nie maksymalny zasięg – to dokładny zasięg. I tyle. Nie ma lunety, nie ma różnych rodzajów broni o różnym zasięgu i różnych cechach specjalnych, nie ma beczułki lub kart pudło, rzucanych z taką satysfakcją. Czy ich brakuje?

No więc właśnie…

2014-08-06 13.04.10

Po kilku rozgrywkach zacząłem się zastanawiać, czego mi kościanym Bangu brakuje. Brakuje mi beczułki, mustanga, saloonu, sklepu – brakuje mi kart. Zorientowałem się, jakie miałem oczekiwania względem Bang! The Dice Game. Oczekiwałem, że będzie Bangiem. W pełnej wersji. Z kartami. Kościana wersja ma jednak przecież być czymś innym. Mechanika ma być odrobinę uproszczona. Więc przyjrzałem się grze jeszcze raz – z tej nowej perspektywy. I stwierdziłem, że w sumie jest to dość zręcznie zrobiona gra. Blefu jest tu odrobinę mniej niż w oryginale, ale trochę jest. Nie ma tu wszystkich opcji, które daje gra karciana, ale gdyby miały być, zamiast gry kościanej dostalibyśmy po prostu dodruk Banga. A gra kościana tego rodzaju funkcjonuje na innych zasadach – ma być prostszą, szybszą, bardziej przenośną wersją. W sumie więc wszystko działa.

Ale.

Ale Bang! The Dice Game, mimo, że uboższy od Banga, jest jednak bogatszy niż typowe kościanki tego gatunku. Więc? Więc trwa dłużej. Praktycznie tyle co Bang!. Więc zajmuje więcej miejsca. Praktycznie tyle samo, co Bang!. Nie jest więc drobną gierką, którą zabierzemy ze sobą, kiedy nie będzie czasu ani miejsca na zwykłego Banga. I tu tkwi problem.

2014-08-06 13.06.14

Wydawałoby się zatem, że Bang! The Dice Game to pomysł chybiony. Uboższy od oryginału, a nie dający niczego innego w zamian. W sumie musiałbym się pod takim wnioskiem podpisać. Tyle że… ta gra mi się podoba. Nie wiem czemu, nie wyjaśnię, ale gra mi się w nią dobrze. Może po prostu fajnie jest czasem poturlać kostkami? Jeśli miałbym wybrać na wieczór z grami jakiegoś „turlacza” tego rodzaju, mój wybór padłby pewnie właśnie na kościanego Banga. No chyba, że na Zombie Dice, bo tę grę kocham bezmózgą, niczym nie uzasadnioną miłością.

Jak więc faktycznie rzeczy się mają z kościanym Bangiem? Nie polecam go osobom, które Banga nie znają. – lepiej sięgnąć po oryginał. Osobom, które Banga znają i doceniają – polecam. Powinien się Wam spodobać. Lepiej działa na więcej osób, nie umywa się do karcianki, czegoś w nim ewidentnie brakuje. A mimo to działa. Jakimś cudem.

Marcin.

 

Advertisements

From → Uncategorized

One Comment

Trackbacks & Pingbacks

  1. Co na gwiazdkę? | W Co Gramy...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: