Skip to content

Planszówki na Narodowym

Październik 9, 2014

Piękny październikowy dzień. Jeszcze chwila zastanowienia nad tym, czy warto spędzić go w pomieszczeniu zamkniętym. Pomaga to, że jest zobowiązanie wobec klasy, z którą odbierze się mini szafę gier. Jednak decydujące znaczenie ma spotkanie z ludźmi. Takie myśli targają człowiekiem przed wybraniem się na „Planszówki na Narodowym”. Spotkanie z uradowanymi dziećmi rozwiewa wątpliwości.
Partia w „Metropolię” z dwiema uczennicami z klasy 3 i dziadkiem jednej z nich, utwierdza w tym, że nie ma dzisiaj dla mnie innego miejsca. Planszówki „rozwalaja” barierę wieku i to nie w sztuczny sposób, że będziemy sobie mówić na ty. Dają autentyczną równość wobec reguł i celu gry. Pomagamy sobie, bo to poprawia płynność rozgrywki.
SAM_5313
Część naszej ekipy ustawia krzesła…
SAM_5307
Pierwsze koty za płoty…
Pora na turnieje i sprawdzenie się dziewczyn z klasy w „Duszki”. Bardziej chodziło o odnalezienie się w rywalizacji z obcymi osobami, często dorosłymi. Wszystkie podołały, choć przed startem, trzeba było je namawiać. Jedna z dziewczyn wystąpiła w finale tychże Duszków, a jej tata doskonale zorganizował rozgrzewkę przed turniejem dla całej grupy.
SAM_5325
Pan Grzegorz- nowy instruktor planszówkowy…
SAM_5330
Finał Duszków
Z kronikarskiego obowiązku trzeba dodać, że było nas 16 osób. Stawiła się też ekipa gimnazjum. Też wylosowali Mini Szafę Gier i byli we wspaniałych nastrojach.
SAM_5316
Walka o splendor…
SAM_5317
Mączkin i gimbaza…
Po 15.00 moja grupa wróciła do domu. Ja miałem czas dla siebie.
SAM_5335
Jeszcze podczas turnieju „Duszków” poznałem ekipę Gradanie znad Planszy. Kwiatosz wziął udział w turnieju „Timeline”.
SAM_5342
Kwiatosz w półfinale Tmeline
Reszta ekipy potykała się w „Carrcassone”.
SAM_5339
Windziarz gada a reszta buduje w Carcassonne…
Zagraliśmy w Pędzące Jeże i wszystkim się podobało. Jak to mówi Windziarz: „Knizia nie robi złych gier”. Coś w tym jest. Choć elementy gry są podobne do Pędzących Żółwi, to jest to inna gra. Jak się okazało, nikt z nas nie grał jeszcze w kościane „Qwirkle”. Spróbowaliśmy takowych i znowu jak najlepsze wrażenia. Oto pierwsze wnioski: zajmuje mniej miejsca, tak z 1/4 tego co pierwowzór i częściej układa się Qwirkle.
No i na koniec logiczne odkrycie o smaku kawy. „Cappucino” wydane przez Matagot a u nas Egmont. Niezniszczalne, ładne elementy w postaci kubków do zabrania wszędzie. Trochę przypomina „Hej to moja ryba”, z tym, że tu kubki rosną wskakując jeden na drugi, a nawet wyżej. Znowu gra spodobała się nam. Spełnia wymogi gry logicznej i może być świetną zabawą dla młodszych.
Skusiliśmy się też na partię w „Hook” od Lacerty. Celuje się sitkiem, a właściwie sitkami w obrazki na środku stołu. Może to dla kogoś być zabawne, zwłaszcza, że jak się dobrze wyceluje, to można do kogoś strzelić. Trzeba będzie jeszcze sprawdzić, bo byliśmy już w takim stanie (nie wskazującym), że pudełko zapałek położone na środku stołu, sprawiałoby tyle samo radochy.
Gry grami, ale rozmowy…. One są solą takich imprez. Gadaliśmy o komercjalizowaniu się rynku gier, o szantażach psychologicznych właścicieli blogów, wymuszających „laiki”, no i o tysiącu gier.
Spotkania, spotkania, spotkania. Dzięki dla Gosi i Jurka z „Rozwiń się”, za świetną imprezę; Krwawiszowi za „Sumonersów” w polskiej wersji – miło patrzeć jak się rozwijacie. Jarkowi Basałydze za „Metropolię”. I wam Gradaniacy dziękuję, za dobry dzień i regularną porcję śmiechu i przemyśleń w postaci waszych recenzji.

Czarek

Advertisements

From → Uncategorized

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: